Strona aby działać poprawnie potrzebuje włšczonej obsługi JavaScript i Flash Player Pobierz Flash.
Site requires JavaScript and the Flash Player. Get Flash.
WSZYSTKIE AKTUALNOŚCI PARAFIALNE

Wywiad z Misjonarzem
Rozmowa z ks. Stanisławem Kuczajem Misjonarzem pracującym w Republice Centralnej Afryki, który niegdyś pełnił swoją posługę duszpasterską w naszej parafii. Wygłosił on w naszym kościele kazania w niedzielę 20 sierpnia 2006 roku.
Marcin: Jak Ksiądz się zdecydował pojechać na misje?
Ks. Misjonarz: To tak jak z powołaniem. Do końca człowiek nie wie jak to się dzieje. Ten głos słyszalny na początku tak cicho, właśnie poprzez modlitwę, refleksje, zamyślenie nad wezwaniem Pana Boga staje się na tyle głośny że człowiek odpowiada w końcu na ten głos. W przypadku powołania misyjnego można powiedzieć o powołaniu w powołaniu. Kiedy byłem w seminarium organizowane były różne spotkania z misjonarzami. Różne książki o misjach, o pracy misjonarzy. Więc jakoś to mobilizowało człowieka do głębszej refleksji, do zastanowienia się nad słowami Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”. Po dwóch latach pracy w pierwszej parafii w Skrzeszowie, zdecydowałem się jechać na misje. Poszedłem do biskupa prosić go o wysłanie mnie tam gdzie są potrzeby. I tak to się stało, do końca człowiek sam nie wie jak oraz gdzie Łaska Boża go dotyka. A jeżeli się z Nią współpracuje to wtedy ta decyzja przychodzi sama. I oczywiście są lęki, niepokoje, jak to będzie w tym kraju, do którego się człowiek wybiera. Dlaczego tam a nie gdzie indziej?,
Dlaczego Ja a nie, kto inny? Właśnie to jest tajemnica, z którą się człowiek zderza i po jakimś czasie widzi tą wolę Bożą. Powołanie by iść na krańce świata i głosić Ewangelię. Oczywiście nie można jechać na misje od tak, trzeba się przygotować. I właśnie takie spotkanie było w centrum formacji misyjnej przez rok. Następnie językowe we Francji. Potem już sam wyjazd, który napawa jakimś lękiem, niepokojem, ale kiedy zawierzy się to wszystko Panu Bogu. Jak się powierzy tą pracę misyjną, wtedy, jest łatwiej i tak właśnie w ten sposób człowiek odpowiada na to wezwanie misyjne, "idźcie na cały świat i głoście Ewangelię". Dosłownie do innego kraju, innego kontynentu, innych ludzi, o innym kolorze skóry i języku. Nie jest to łatwe na początku by rzeczywiście zweryfikować swoje powołanie misyjne. Natomiast z biegiem czasu, kiedy tych ludzi się pozna, zaczyna się ich coraz bardziej kochać, być z nimi i czuć się potrzebnym. Tam właśnie a nie gdzie indziej i chęć zrobienia czegoś dla nich, bycia z nimi, bycia tym świadkiem dla nich. A to jest chyba najważniejsze nie tylko głosić im Ewangelię, ale także być z nimi tam w Republice Centralnej Afryki. Oni bardzo cenią obecność pośród nich, wiedzą, że człowiek zostawił dobra tego świata i jest z nimi. Oni to doceniają i cieszą się, dlatego akceptują człowieka.


Marcin: Czy decydując się zostać księdzem wiedział ksiądz, że będzie kiedyś misjonarzem?
Ks. Misjonarz: Nie wiedziałem ze pojadę na misję, nigdy sobie tego nie wyobrażałem. Gdy myślałem o swoich umiejętnościach zdolnościach, myślałem ze są inni, lepsi ode mnie. Nie myślałem o tym, że Pan może mnie wezwać na inny kontynent, na Czarny Ląd. Ktoś zapyta, dlaczego właśnie tam, to jest kolejne pytanie, ale to też jest jakaś tajemnica. Jedynie Pan Bóg decyduje o celu naszej wędrówki. Na początku jeszcze w seminarium, oraz później w kapłaństwie nie myślałem o wyjeździe. Jednak później raz na jakiś czas przychodziła taka myśl, jakaś refleksja. Po dwóch latach zgłosiłem się. Ale biskup powiedział: "jesteś jeszcze za młody, poczekaj jeszcze chwilę. Pójdziesz na drugą parafię, popracujesz jeszcze trochę". I może rzeczywiście było w tym trochę racji. Żeby zaczekać, nie śpieszyć się, nabrać większego doświadczenia, poznać ludzi, by potem mieć to zaplecze duchowe. Ciągle proszę i dziękuje, bo bez tej współpracy z byłymi parafianami, bez pomocy ludzi i ich modlitwy trudno było by tam pracować, oderwanym od naszej rzeczywistości tutaj w Polsce.


Marcin: Jak mieszkańcy Afryki przyjmują Ewangelię? Czy przychodzi im to z łatwością? Czy przyjmują ją może nieufnie?
Ks. Misjonarz: Widać ich spontaniczność, zaangażowanie w przyjmowaniu Chrystusa. Jednak, gdy głębiej się wchodzi w ich wiarę, zaczyna się informować i mówić o życiu sakramentalnym, pełnej Ewangelii, zauważa się, że jednak trzeba wiele czasu i bycia tam z nimi, aby umieli łączyć swoje życie z Chrystusem. Aby porzucili swoje czary, te wierzenia tradycyjne, które tkwią jeszcze tak silnie w nich i w ich życiu społecznym, a które jednak nie są zgodne z Ewangelią. Potrzeba wskazać im piękno ich tradycji, ale rzeczywiście w to wszystko włożyć Ewangelię Chrystusa. Potrzeba czasu, refleksji i nieustannej formacji. To dopiero 110 lat ewangelizacji w Republice Centralnej Afryki więc, ten Kościół jest jeszcze młody. Inna mentalność tych ludzi i jak już wspomniałem te wierzenia tradycyjne, czary, to wszystko jest zbyt mocno zakorzenione w ich umysłach i życiu codziennym. Potrzeba mnóstwo naszej pracy i modlitwy, aby im pomóc.


Marcin: A czy spotkał się ksiądz z jakąś wrogością wobec siebie, Ewangelii , lub misji?
Ks. Misjonarz: Kiedy odwiedzam wioski spotykam wielu młodych ludzi, podobnie w stolicy gdzie biały człowiek będzie się kojarzył z kolonizatorem, ale z wrogością jakichś większych zderzeń nie miałem. Raczej nie było przykrych sytuacji natomiast można usłyszeć uszczypliwe słowa, które tak od strony ludzkiej, mogą być nieprzyjemne. Jednak widząc krzyż na piersi wiedzą ze to misjonarz i czują wobec niego respekt. Człowiek musi wybaczać bo Oni może nie wiedzą do końca, kim jestem i z jaką misją tutaj przyjechałem, że przecież to dla nich tu przyjechałem a nie żeby ich wykorzystać, czy czerpać jakieś korzyści. Natomiast, jeśli chodzi o moich parafian nie spotykam się już z takim odbiorem. Czują się radośni i szczęśliwi że wśród nich jest kapłan, że przyjechał im pomóc, że jest z nimi i to jest właśnie piękne.


Marcin: Jak duża jest księdza parafia i w jaki sposób podzielony jest tamtejszy Kościół?
Ks. Misjonarz: Oczywiście jest to inaczej niż w Polsce. Nie ma podziału na diecezje, dekanaty i parafie. Jest misja główna, w której zazwyczaj jest dom dla misjonarzy czy wspólnoty sióstr, tam misjonarz ma gdzie odpocząć. Natomiast do każdej misji przynależą także wspólnoty, wioski. W moim przypadku w misji głównej Wantiguera (czyt. Łantigera) mamy jeszcze 14 wiosek wspólnot katolickich, które przynależą do mojej parafii i nimi też trzeba się opiekować, dojeżdżać i patrzeć na te wspólnoty, pilnować by one rosły. One żyją, na co dzień tak naprawdę. Jestem sam a tych wspólnot jest bardzo wiele. Dlatego też częstotliwość moich odwiedzin jest taka, jaka jest - raz na dwa, trzy miesiące w danej wspólnocie, aby spotkać się z mieszkańcami udzielić im sakramentów, porozmawiać z tymi ludźmi. Podyskutować o jakichś planach, czy to budowy kaplicy czy budowy szkoły lub innych przedsięwzięć wspólnie razem. Jest to bardzo trudne do skoordynowania, bo jest to 14 wspólnot, jest także to centrum a objąć to wszystko jednocześnie nie jest łatwo. Przez ten rok, kiedy przyszedłem do tej parafii rzeczywiście trzeba było wiele sił, by z tymi ludźmi być, aby ich poznać. Porozmawiać o ich problemach, widzieć ich wiarę i zaangażowanie. Pomagać by te wspólnoty wzrastały, nie były tylko takimi "na przetrwanie", ale żeby rzeczywiście żyły. Aby ułatwić to wszystko misja podzielona jest na dwa sektory po 7 wiosek, w moim grafiku jest tak ułożone, że każdego tygodnia w jednym sektorze odwiedzam jedną wspólnotę. Tak, że po kolei staram się odwiedzać wszystkie wspólnoty i w miarę na bieżąco pomagać jeśli zaistnieją jakieś konflikty, problemy, czy zadania. Natomiast katechiści Ci którzy mnie tam zastępują, ludzie świeccy przyjeżdżają często do centrum mówiąc o problemach i zdając relacje ze swojej pracy. Tak, aby reagować i móc pojechać, kiedy rzeczywiście jest taka potrzeba. Jednak samo spotkanie z ludźmi na Mszy świętej jest nader ważne. Żeby Oni mogli skorzystać z Sakramentu Pokuty i Pojednania, przyjąć Eucharystię. W dzień powszedni muszę wyjeżdżać zawsze wcześnie rano, aby zastać ludzi jeszcze przed ich wyjściem do pracy Natomiast w niedzielę wiedzą, że o 9:00 przyjeżdżam, jest Msza święta, wcześniej Spowiedź, a po niej odwiedziny chorych, spotkanie i rozmowa z katechistą i pomocnikami.


Marcin: Czy świeccy katechiści tez należą do misji?
Ks. Misjonarz: Tak, to są właśnie nasi współpracownicy, bez nich nic byśmy tam nie zrobili. W wiosce zastępują mnie - księdza, są to ludzie świeccy, ojcowie rodzin. Są oni wysyłani do specjalnych szkół dla katechistów by przejść specjalną formację, poznać Podstawy Pisma Świętego i katechezy, by mogli potem, gdy otrzymają mandat jechać do jakiejś wspólnoty i tam być i prowadzić jej zycie religijne. By byli przygotowani. Nie można posłać byle, kogo i powiedzieć "ty będziesz tam się modlił, czytał Ewangelię". Nie może tak być. Katechista to człowiek, który przeszedł pewną formację. Potem dostaje mandat od biskupa jest katechistą i może być szefem danej wspólnoty religijnej. Tam w każdą niedzielę ma obowiązek gromadzić ludzi na modlitwie, katechizować dzieci, nauczać słowa Bożego i odwiedzać chorych. Bez nich rzeczywiście było by trudno dotrzeć do ludzi Oni znają język potrafią lepiej od misjonarza z Europy dotrzeć do tych ludzi, nieraz w ich języku, dialekcie i właśnie w ten sposób jest ta współpraca.


Marcin: Czy katechiści są osobami miejscowymi?
Ks. Misjonarz: Tak to są miejscowi ludzie świeccy. Afrykańczycy, nasi czarni bracia, którzy są pośród tych wspólnot.


Marcin: A czy zdarzają się sytuacje, że taki człowiek już po otrzymaniu mandatu od biskupa rezygnuje z pełnienia funkcji katechisty, nie chcąc opuszczać rodziny bądź tez z innych powodów?
Ks. Misjonarz: Tak, jest wiele problemów z tymi katechistami, którzy zaangażowani przyjeżdżają do wspólnot jednak, kiedy są z innej grupy etnicznej jest problem, gdyż ludzie miejscowi przyczynę wszelkich problemów w kontaktach z katechistą widzą właśnie w tej kwestii. Tego typu problemy są, dlatego też zdarza się ze taki katechista porzuca swoją wspólnotę, bo to go przerasta. Wtedy trzeba znów szukać innego kandydata, który potrafi czytać i pisać, żeby można go było wysłać i mu zaufać i żeby prowadził taką wspólnotę. Jeśli nie ma katechisty wspólnota nie żyje, ale tylko wegetuje. Na tym polega prawdziwy problem doboru ludzi, aby wybrać tych, którzy się naprawdę nadają, a nie szukają w tym wszystkim korzyści jedynie dla siebie.


Marcin: A jak wygląda sprawa z księdza językiem? Czy po przyjeździe na miejsce swojej pracy był ksiądz w stanie bezproblemowo komunikować się z tamtejszą ludnością?
Ks. Misjonarz: Jak wspomniałem wcześniej, wyjazd misjonarza to nie jest wyjazd "w ciemno". Aby wyjechać na misje musi być decyzja biskupa. Następnie biskup kieruje takiego kandydata na rok czasu do Ośrodka Formacji Misyjnej, który znajduje się w Warszawie. W trakcie tego czasu uczy się on języka i ogólnych zasad funkcjonowania na misjach. Dostarczane są mu informacje na temat zdrowia i grożących chorób, oraz leczenia się. Po upływie tego czasu uczy się nadal urzędowego języka danego kraju. W moim przypadku był to język francuski, dlatego tez po upływie roku wysłany zostałem na trzy miesiące do Francji, do Paryża w celu jego doskonalenia. Natomiast języka narodowego, który nazywa się Sango, i którym na co dzień posługuje się i rozmawiam, musiałem nauczyć się dopiero tam, na miejscu. Kiedy słyszy się go na początku, zwłaszcza przez pierwszy rok wydaje się on bardzo trudny. Jednak powoli, powoli język staje się zrozumiały. Nie jest bardzo trudny, jednak potrzeba czasu żeby móc bezproblemowo mówić w tym języku, odprawiać w nim Msze święte, głosić słowo Boże. Są jeszcze języki etniczne, dialekty, ale to już we własnym zakresie trzeba poznawać i uczyć się. Nie jesteśmy w stanie nauczyć się tego tutaj w Europie.


Marcin: Jak duża jest taka misja? Ile jest tam osób świeckich, a ile konsekrowanych?
Ks. Misjonarz: Akurat w mojej misji, tj. w centrum Wantiguera z osób konsekrowanych jestem ja jako ks. Misjonarz, oraz siostry zakonne. Do osób świeckich należą katechiści, o których mówiłem już wcześniej.


Marcin: Ile jest sióstr zakonnych?
Ks. Misjonarz: Wspólnota sióstr liczy cztery osoby - trzy siostry z Włoch, oraz jedna Centralna Afrykanka.
Dnia 29.04.08 dodał paul33


Posiadasz informacje na interesujący temat?
Powiadom nas o tym!
Nasze aktualności wymagają sprostowania?
Zgłoś to!
Adres korespondencyjny
Strona Główna  ::  Aktualności  ::  Grupy i wspólnoty  ::  Duszpasterze  ::  Multimedia  ::  Linki  ::  Kontakt z nami
Wszelkie prawa zastrzeżone © eMuszyna.pl 2002-2010r.   Opieka techniczna  |  Polityka prywatności  |  Redakcja   

administracja